Zakochałem się w Nerze i dolinie tej rzeki. Im częściej bywam w terenie, tym bardziej mnie fascynuje, zadziwia a nawet zaskakuje. Ostatnio wyruszyłem sobie w stronę Małynia, by poznać tamtejsze łąki, choć troszeczkę. Jechałem i jechałem, a żadnej drogi zjazdowej w stronę rzeki widać nie było...Nareszcie nastał Kłoniszew, a w Kłoniszewie upragniony zjazd w łąki. Długo nie musiałem terenu penetrować, by zaobserwować 8 par czajek oraz parkę krwawodziobów. Na tym odcinku w zasadzie z ptasich ciekawostek się skończyło. Wędrowałem dalej. Nad głową przeleciało mi stadko łęczaków wraz z kwokaczami. Potem nic, tylko jakiś bocian oraz sarny. Doszedłem do koryta rzeki. I tutaj muszę wyrazić moje pozytywne emocje, jakie wówczas wzięły górę nade mną. Będąc w tamtym miejscu odnosi się wrażenie, że Ner chyba nie był w ogóle regulowany. Rzeka meandruje sobie spokojnie, z brzegów wyrastają wierzby, które wręcz kładą się na lustrze wody, na owych wierzbach swoje gniazdo zbudował remiz. Po prostu super!!! Idąc dalej w dół rzeki wzdłuż tych meandrów, natknąłem się na ślady pracy bobrów - gatunek ten w aspekcie występowania nad Nerem, jest dla mnie nadal zagadką, bo wszyscy wiedzą, iż jest i chyba raczej ma się dobrze, ale tak naprawdę nie wiemy ile go jest, czy żyje tylko w norach, a może jednak są jakieś rodziny, które skusiły się na budowę żeremia. Zwłaszcza w opisywanych okolicach Rudy Jeżewskiej, Jeżewa oraz Małynia mogę domniemywać, że bobry mają tam żeremie, gdyż rzeka meandrując zahacza o las i właśnie na tym fragmencie, widać najwięcej efektów pracy tego ssaka. Przemierzając dalej tą część doliny na topoli zauważyłem wiszącego martwego bociana białego - biedak zawisł na nodze i niestety nikt go pewnie nie zauważył...Szkoda ptaka. Moje sumienie podpowiada mi, bym zgłosił ten fakt do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, bo okropnie odpychająco to wygląda, jednak to sama natura, w tym wypadku bez żadnej człowieczej ingerencji.
Wracając już po rowerek, w trzcinach nadrzecznych buszowały sobie różne wróblaki, np. trzciniaki, potrzosy, piegże i cierniówki - te ostatnie choć pospolite w dolinach rzek, dla mnie są zawsze bardzo pozytywnie kojarzone. Nie wiem dlaczego, ale przysparzają uśmiech na mojej twarzy, a reszta dnia jest już całkiem milutka. Wróciłem do asfaltu i wkroczyłem do Małynia, wyjeżdżając zeń w stronę Kałowa zatrzymałem się na okalających ten nadnerzański gród łąkach. Tam kolejna para krwawodziobów oznajmiała wszystkim, że to ich teren. Na dodatek na jednej z łąk, tokował kszyk. Z drapoli tylko pustułka i myszołów, nic poza tym. Na starorzeczu łabędzie nieme siedziały na gnieździe. Co prawda obserwacje bez żadnych nabrzmiałych ciekawostek, ale zawsze to już kolejny krok do lepszego opisania doliny Neru na odcinku od Poddębic do Puczniewa. Faktem wartym uwagi jest to, iż na omawianym odcinku doliny gospodarka łąkowa jest intensywna, a nie tak jak w przypadku doliny Neru na odcinku od Bałdrzychowa do Feliksowa, ekstensywna. Z pewnością ma to znaczenie na tutejszą awifaunę, a dokładniej jej różnorodność.
Tajemnice Doliny Neru - 5 festiwal nauki w Liceum w Poddębicach
Wspólnie z Sylwkiem Liskiem oraz panem Tadkiem Musiałem promowaliśmy dzisiaj dolinę Neru, podczas festiwalu "Tajemnice Doliny Neru". Poniżej kilka fotek, które najlepiej zobrazują jak to wygladało, ale po krotce napiszę, że Sylwek prezentował tutejsze sowy, jako ten łódzki sowiarz, chyba najbardziej rozsowiony człowiek jakiego znam, potem pan Tadeusz zaprezentował formy ochrony przyrody nad Nerem, zwłaszcza obszar Natury 2000, a ja postanowiłem po raz pierwszy zaprezentować co nieco, na temat nocelgowiska bocianów białych w dolinie Neru w okolicy Starego Pudłowa, Feliskowa i Góry Bałdrzychowskiej - jest to największe zgrupowanie tych ptaków w centralnej Polsce. Sypiają tam ptaki dorosłe, ale nie mające własnych rodzin.
P. Prof. Dorota Witaszczyk oraz p. Prof. Anna Miłosz wprowadzają uczniów w świat nadnerzańskiej przyrody.
Sylwek Lisek opowiadając o nadnerzańskich sowach.
Pan Tadeusz Musiał przybliżał formy ochrony przyrody nad Nerem, a zwłaszcza obszar Natura 2000.
"Zasłuchani" uczniowie klas biologicznych poddębickiego LO :)
Pisał dużo nie będę - kuliki wielkie są i jak tak dalej pójdzie, to będzie super :) Jednak mam smutną wiadomość, gniazdo bociania białego, które znajdowało się na olszy spadło...
Właściwie z tą informacją nie chciałem się zbyt szybko ujawniać. Minęły już jakieś 3 tygodnie od tego odkrycia, które dla mnie jest czymś niesamowitym. Czymś co ciągle mnie wzywa, bym podpatrywał życie tej rodziny. Mowa tu o uszatkach - te prześliczne sowy musiały już wcześniej gnieździć się w Poddębicach, ponieważ znajdowałem tutaj niejednokrotnie pióra, do redakcji lokalnych gazet ludzie przysyłali zdjęcia podlotów uszatki siedzących na balkonach. Teraz jednak w roku 2012 udało mi się znaleźć zajęte gniazdo w naszym poddębickim parku. Już zebrałem pierwszą partię wypluwek tej sowy i w poniedziałek przystąpię do badania ich składu, przy okazji dowiem się jakie gryzonie żyją nad Nerem, gdyż głównymi terenami łowieckimi tej sowy są nadnerzańskie łąki przylegające do pobliskiej alei nad Nerem.
Królowa poddębickiego parku przy swoim zamku. fot. K. Kowalczyk
Dzisiejsza pogoda nie zachęca do wypraw w teren, pada deszcz, pochmurno, wieje i w ogóle godz. 9.14 to późna pora na podpatrywanie ptaków. W związku z tym postanowiłem wam pokazać zdjęcie sprzed roku (dokładnie z maja 2011) mojego ulubionego bocianiego gniazda w dolinie Neru oraz fotkę jak to gniazdo wygląda teraz. Smutek mnie tylko ogarnia, że nie dowiem się, co słychać u zaznajomionej rodzinki żurawi:( Jednak dzisiaj obieram kierunek Łódź i Uniwersytet Łódzki wydział Biologii i Ochrony Środowiska, bo tam zjazd ornitologów ziemi łódzkiej.
Co prawda w roku ubiegłym odkryłem to stanowisko żurawia w Środkowej Dolinie Neru, jednak była końcówka kwietnia i nie chciałem zbytnio poszukiwać gniazda. Wystarczyło mi to, iż z każdym razem kiedy przejeżdżałem w tamtej okolicy, widziałem jak żurawie kręciły się po okolicznych polach...